top of page

RECEPTA

  • agarestauracjapasa
  • 2 lip
  • 3 minut(y) czytania

  Przeglądam Instagram i Facebook, wszędzie jak zaklęta - ta jedna deklinacja... paragon grozy. I coś w tym jest. Mamy poczucie bycia oszukiwanym. A tego nie lubimy. Jest nam najzwyczajniej źle - przepłacając. Sama, będąc mamą dwójki chłopców, swoją drogą "żyrtych" znaczy lubiących dobrze zjeść, muszę mocno nafatygować głowę, by portfel i dzieci były szczęśliwe  

I tak. Wakacje. Czas marzeń. Wokół posty o rozliczeniach. Stąd mój.  

Kocham campingi. Od dziecka. Rodzice zabierali mnie regularnie do przyczepy i uczyli mniejszej przestrzeni. Latami budziło się we mnie jedno marzenie. Zatrzymać tą magiczną przestrzeń. Małą, ale jakże pełną.

Miłości, dobrego, bo wypracowanego jedzenia - tak na jednym ... no ...góra, dwóch palnikach.

Zawsze mam w głowie podróż do Grecji, przez góry - mama z plastikowym czerwonym wiaderkiem (ma je do dziś) pełnym misek, talerzy, sztućców - rozkładała je na stole. Pichciła szybko i dobrze obiad dla całej rodziny na świeżym powietrzu. Nikt nie marudził. Każdy zajadał ze smakiem - potem mając w głowie prosty komunikat - " moja kolej zmywania ".Podróż trwała kilka dni. Na miejscu byliśmy przez miesiąc. Co ciekawe, nikt nie myślał o klimatyzacji i insektach. Cieszyły nas arbuzy i plastikowe butelki z Coca - Coli i Sprite, które potem przywieźliśmy do Polski a Babcia Siunia wykorzystała je na ogrodzie, docinając i tworząc z nich konstrukcję na wodę. Dziś byłby z tego niezły zwrot w kaucji ;)

Człowiek pobiegłby do Dino - wymieniłby butelki i na loda by miał :)

Mija 37 lat od tej podróży. Ja dalej czuję ten smak. To szczęście wspólnego posiłku. I ten obowiązek;)

I tak ponownie ruszam przyczepą. Ucząc dzieci i siebie wspólnej rzeczywistości. Skromnej, a przez to bezpiecznej.

Lubię to. Odkrywam nowy przyjemny kamyk.

Bursztynek Grzybowo. Przepiękne miejsce. Parcele duże i bez piasku i kamyków. Trawa, która jest przyjemna dla stopy do porannej kawy. a ta ostatnia to przecie zdecydowanie zapach porannego rozruchu wszystkich camperowców.

Sanitariaty czyste. Jest Królowa pralka nawet!

To ja spokojniejsza!

Cztery wesołe dni w przyczepie, gotuję dla najbliższych - jak ta moja mama - mam zielony komplet w wiaderku;) czerwonych już nie ma ,)

Dzieci mówią - Mamuśka! A gdyby tak naleśniki z kremem pistacjowym? I malinami ?

A proszę bardzo!

I tu wkracza niecna pułapka budżetowa. Tak wiem - termoś - w cenie malucha..

 Ale, ale - mamy do czynienia z receptą na paragon grozy!  Taki naleśnik tudzież gofrunio vel goferek nad morzem to 34 zł z kremem z pistacji i owoców. I nie. Nie są to maliny. To zwykle zawartość puszki, ananasowe dżungle czy egzotyczne brzoskiwnie na średnio już ciepłym gofrze...  Krem może być z Deseo albo z Dino - przywieźliśmy go ze sobą - bo przyczepa ma mnóstwo zakamarków i szafek.

Dzień drugi to drożdże, mąka, woda i ser mozzarella. Dobra, jeszcze szynka Crudo i rucola i Dziugas niecnie udający parmezan.... choć po latach zastanawiam się, czy bardziej go nie kocham ...chociażby za nazwę. Puszka pomidorów lub jeden duży. Taki Malinowy. Sól. I mamy pizzę. Z pieca piekarnikowego :)

Dzień trzeci. Spaghetti Napoli. Najlepsze robi mąż Marcin,  a że kocha gotować, to aglio e olio obok. I polędwiczka wieprzowa z grilla. Bo miał dużo czasu i relaksować się chciał  

Uszczęśliwił wszystkich.  

Z miłości do gotowania...

I tak. Camping to zdecydowanie rodzaj przestrzeni, która jest receptą na spokój, dobre sprawdzone jedzenie, przebywanie obok.

Obok siebie - tylko i aż tyle!

Kto dotarł do końca, ma medal z ziemniaka do odbioru w PASAŻ 

PS. Cztery dni śniadaniowo- obiadowe nadal nie przekroczyły jednego paragonu z obiadu nad morzem ... dlaczego? 405 zł - to średnio cztery dni jedzenia. Paragon dla czterech osób - klasycznie, ryba, frytki, pieczywo, surówki i cztery napoje - to koszt 345 zł. Jednorazowo. Przekonałam ? Wypisać receptę? ;)




 
 
 

Komentarze


bottom of page